• Wpisów:23
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 16:34
  • Licznik odwiedzin:1 121 / 30 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wczoraj było niezbyt fajne. Ale dzisiaj jest już lepiej. Chodziłam cały czas smutna, byłam przygnębiona i cały czas było mi zimno. Nie polecam takich dni nikomu. Nie zrobiłam też oczywiście żadnego kroku w stronę zdrowia, ale dzisiaj przynajmniej nie myślę o wszystkim tak jak wczoraj. Dzisiaj wypiłam energetyka. Wow. Dobra, miał 5 kalorii i zero cukru ale to i tak fearfood. Bo kiedy ja to ostatni raz piłam? Nie wiem dokładnie, ponad rok temu. Bałam się, że mi pójdzie w brzuch, ale to jakiś absurd. Muszę z tym skończyć. Ja mam wrażenie, że dosłownie wszystko pójdzie mi w brzuch. Haha, sama już potrafię się z tego śmiać, chociaż wiem, że nieprędko znowu sięgnę po takie coś.
 

 

Tak więc powiem w skrócie: nie będę chodzić już do psychiatry. Była mała sprzeczka między nim a moją mamą. Oczywiście moja mama ma racje, nie mam zamiaru pisać o co poszło, ale popełnił kilka błędów. Na początku płakałam i się bardzo bałam, sama nie wiem czego. Może był on po prostu mało delikatny i źle ocenił moją rodzinę. Będę chodzić do pani psycholog, jeszcze nie miałam okazji jej poznać, ale moja mama mówi, że jej ufa, bo już miała z nią okazję porozmawiać. Skoro ona jej ufa, to ja też, tyle w temacie.

Z dnia na dzień coraz bardziej przywiązuję się do mojego pieska i znając ból straty chce mi się płakać na samą myśl o tym, że mu też mogłoby się coś stać. Często płaczę za moim starym przyjacielem, tak bardzo tęsknię... Dzisiaj jedziemy na odrobaczenie, dlatego mam nadzieję, że pani weterynarz dodatkowo go dokładnie zbada.
  • awatar Bitter Baby: @Naomi ∞: ❤️
  • awatar Naomi ∞: Trzymaj się słońce. Będzie dobrze, lekarze nie zawsze są mili. Ważne, abyś zbudowała silną relację z panią terapeutką, ona ci pomoże.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Ostatnimi dniami lepiej się czuję. Jestem weselsza i nie myślę o jedzeniu aż tak bardzo. Nie wiem skąd ta zmiana, ale nie będę się nad tym zastanawiać, ważne, że lepiej się czuję. Ale z anoreksji nie wychodzę. Nic się nie zmienia, tylko waga mi spadła. Dzisiaj pokazała dokładnie 44,5. Super, świetne kroki robisz ku szpitalu.

Ostatnio czytam dużo motywujących kont na instagramie i postanowiłam sama takie założyć. Będę dodawała tam tylko zdjęcia posiłków, bo na blogu nie chcę robić bałaganu. Także zapraszam do obserwowania @bitterana2016. Dzisiaj wieczorem pojawi się pierwszy post.
 

 
Moje ciało porastają włosy! Do czego to doprowadziło? Dzisiaj mama zwróciła mi uwagę, że na rękach i nogach mam gęste, długie, ale bialutkie włosy. To meszek. Przez anoreksję. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, myślałam że to normalne i że każdy tak ma. Ale mama mi pokazała swoje ręce i nawet ona takich nie ma pomimo swojego wieku... Moja siostra też ich nie ma. No to super...
 

 
Wiecie, jak bardzo lubię spojrzenia na sobie w sklepie, teksty typu "Ale ona jest chuda", lub "Ej, ty masz anoreksję?". Ludzie widzą mnie chudszą od otoczenia. Wiem, muszę to zmienić za wszelką cenę.

Od wakacji mam dodatkowy problem. Chodzi o to, że ja w ogóle nie pozwalam sobie siedzieć; cały czas ruch, siedzenie tylko po kolacji. Jestem wyczerpana. Jeśli już nogi mnie pieką i krzyczą, iż potrzebują odpoczynku ustalam sobie czas "Ok, usiądę, ale tylko na 3 minuty" i z zegarkiem w ręku liczę czas. To jest NIEWOLNICTWO. Chociaż niektórzy mówią na to anoreksja fizyczna. AH, nienawidzę tej anoreksji!!! Ona niszczy mi życie, skupia je tylko wokół jednego. Dobrze, że mój piesek mnie trochę od tego odciąga, ale ile to będzie jeszcze trwało...
  • awatar Vnulka: Nie wyobrażam sobie tego co musisz przeżywać :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Świat nabrał kolorów. Mój nowy piesek bardzo mnie uszczęśliwił, mocno go kocham. Mam nadziehę, że nie spotka go nic złego. Odkąd jest ze mną już tak bardzo nie skupiam się na jedzeniu i nie popadam w skrajność.

Znowu wychodzę na wesołe spacery, gdy rano wstaje mój piesek na mnie skacze i liże mnie po twarzy. Ale nie wiem, czytam radę przytyć. Teraz, kiedy mam dla kogo żyć, nie mogę trafić do szpitala, dodatkowo z takiego powodu. Muszę się postarać. Może powinnam dodać bilanse i to by mnie zmotywowało? Chcielibyście?

Poza tym chciałabym napisac listę rzeczy, których się "boję" i jedli zacznę je jeść lub będę jadła ich więcej dam znać.

Lista:
-CUKIER (nie jem sacharozy normalnie, największy strach),
-SŁODYCZE (szczególnie żelki),
-MASŁO (nie jem w ogóle),
-SMARZONE POTRAWY (jem w niewielkich ilościach, staram się wchłaniać tłuszcz w chusteczkę lub zdejmuję panierkę),
-BIAŁE PIECZYWO (w sumie już trochę zaczynam jeść tylko w postaci pizzy, ale w sumie nie lubię nawet białego chleba, więc to niewielka strata),
-SŁODKIE NAPOJE (jakiś czas temu w ogóle nie piłam, teraz staram się raz na kiedyś wypić. Chodzi mi o soki, bo Coli czy Sprite to już nawet od siebie nie wymagam ;/)
  • awatar Vnulka: Trzymam za Ciebie kciuki, pozdrów pieska ;)
  • awatar Bitter Baby: @mniejkilo: Ale najgorsze jest to, że nie jem tego z wyboru. Po prostu nie mogę :(
  • awatar mniejkilo: Raczej dobrze, że nie jesz rzeczy z tej listy. Nic na niej wartościowego
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiaj mijają trzy tygodnie odkąd zmarło moje słoneczko. Bardzo tęsknię. Wczoraj pojechałam z mamą i rodzeństwem po nowego pieska, też nazwaliśmy go Tropuś. Ale wczoraj wieczorem się popłakałam. Tak bardzo przypominał mi o moim zmarłym przyjacielu, miałam wrażenie, że nie pokocham go tak bardzo jak poprzedniego i że on mnie też nie pokocha. Ta świadomość bolała mnie bardzo.

Ale dzisiaj rano kiedy zeszłam z góry przywitał mnie, lizał po twarzy, chciał się bawić. Zajęłam się nim i zrozumiałam, że zależy mi na moim nowym piesku. Chociaż bardzo boję się, że może go spotkać to samo co mojego pierwszego słoneczka...

W każdym razie różni się od Tropusia 1 zachowaniem. Ten jest o wiele żywszy, tamten taki nie był. Mama mówi, że może on od początku był chory. To rzeczywiście może mieć sens, bo naprawdę nie był taki żywy jak teraźniejszy.

Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły. Bardzo kocham mojego nowego pieska, a za moim pierwszym bardzo tęsknię i rownież go bardzo kocham. Eh... trzeba dalej żyć.
 

 
Zjadłam wczoraj na kolację pizzę. Wprawdzie tylko dwa kawałki, ale wyrzuty sumienia były ogromne. Ale cieszę się, że to zrobiłam, bo w końcu muszę się pozbyć tych myśli. Dzisiaj już raczej nie dam rady pozwolić sobie na jakiś odskok.

I dzisiaj jadę po pieska! Nie mogę się doczekać, cały ranek o tym myślałam. Teraz będzie na pewno lepiej. Coraz częściej myślę też o szkole i złapałam się nawet, że poszłabym na pierwsze lekcje. Ale jeśli przytyję... Tak bardzo boję się, że nie bedą mnie w klasie lubić. Chociaż wiem, że to kompletna głupota. Mam nadzieję, że chociaż do początku roku niewiele mi przybędzie. A wiem, że każdy ma prawo mnie kontrolować.
 

 
Wczoraj był inny dzień. Brak rutyny, pojechałam do babci. Ciekawe dlaczego nie potrafię funkcjonować, kiedy dzieje się coś innego; wyjazd itp. Dzisiaj zadeklarowałam się, że pojadę na zakupy do miasta, a rzadko wychodzę gdzieś poza okolice.

Tak więc wczoraj wieczorem odwiedziłam panią psycholog, ale przed tym poszłam z mamą do sklepu po zakupy. I zgadnijcie kto za mną stał, w tej samej kolejce... ANOREKTYCZKA! Czy to jakiś zart? Haha, nieźle się w kolejkę dobrałyśmy. Lustrowałyśmy siebie wzrokiem. Poczułam się gorsza. Ona była ode mnie dużo chudsza. Ja też bym tak chciała. Czuję, że ona po prostu osiągnęła więcej.

Dlaczego? Myślałam, że zdrowieję... Ale prawda jest taka, że bardzo jej zazdroszczę. Była taka chuda, idealnie. DLACZEGO MI SIĘ TO PODOBA? Przecież kiedyś nie mogłam na to patrzeć.

W każdym razie na wizycie u psychologa, powiedziano mi iż mam tak niską wagę, że nie mogę obciążać organizmu ćwiczeniami. Oczywiście już po powrocie zrobiłam szybki trening. I że jeśli w ciągu miesiąca nie nabiorę trochę masy to trafię do szpitala psychiatrycznego.

Z jednej strony czuję, że pomógł by mi taki szpital. Ale wiem, że zaczęliby tam we mnie wpychać pszenny chleb, zero ruchu i obowiązkowo cukier. Ehh to ja podziękuję...
 

 
Boję się wyzdrowieć. Chyba znalazłam jakieś plusy choroby. Otóż wczoraj moja internetowa koleżanka napisała, że się tnie przez mamę, bo ona się nią w ogóle nie interesuje, tylko jej siostrą. Przypomniało mi się, dlaczego tak dobrze ją rozumiem.

Mną przed chorobą też nikt się za bardzo nie interesował. Mam 4 rodzeństwa, więc trzeba było się nimi zająć, a ja nigdy nie sprawiałem problemów. Wzorowa uczennica, grzeczna, mądra... Nie to jak np. mój brat z setkami uwag w dzienniczku.

Nie czułam się potrzebna, kiedyś szukałam w internecie jak trafić do szpitala. Pokłóciłam się wtedy z mamą i stwierdziłam, że jeśli coś mi się stanie to przecież nie będziemy się kłócić. Ale nic mądrego nie znalazłam. Anoreksja wyszła sama z siebie nie chciałam jej, nigdy. Ale się stało i nagle każdy zaczął się mną interesować. Szczególnie mama; ile jem, co się dzieje itp. Otworzyłam się przed mamą i zaczęłyśmy częściej rozmawiać.

Poza tym, jeśli miałam ochotę na pomarańcze - zaraz była kupiona. Like na Fb też się zgadzały, byłam bardziej pewna siebie. Wcześniej straciłam przyjaciółkę, a teraz zyskałam wielu znajomych.

Kiedyś już pisałam, że mój ojciec to tyran. I taka prawda: znęca się nade mną i rodziną psychicznie i fizycznie. Zawsze to ja dostawałam najwiecej, ale powiem wam, że odkąd leczę się u psychiatry na depresję nie tknął mnie ani razu. I nie, nie zmienił się, bo moje rodzeństwo nadal dostaje. Bardzo mi się to nie podoba, ale przynajmniej ja z tego powodu nie cierpię.


Czy jeśli wyzdrowieję, to wszystko to stracę?
 

 
Czuję, że sens powoli powraca. Prawie każdej nocy śni mi się mój zmarły piesek, ale kocham te sny. Bo jestem tam z moim przyjacielem, za którym tęsknię... Nie miałam żadnych ataków paniki, chociaż dużo chciałabym zmienić w swojej psychice jest mi troszkę lżej. Dzisiaj poczułam jesień. Nie wiem dlaczego, ale czasami czuję się tak jak kiedyś. Dziecinna, bez problemów i kiedy moim zmartwieniem było to, że jutro muszę napisac sprawdzian.

W trakcie leczenia depresji wiele rzeczy się zmienia. Powróciła do mnie miłość do natury i zwierząt, mam wenę na zrobienie czegoś, widzę w tym sens. Postanowiłam sobie, że będę cieszyć się z małych rzeczy. Tak po prostu, to na pewno pomoże.
 

 
Wczorajszy dzień był jednym z gorszych. Zaczęło się normalnie rutyna, życie. Ale w końcu dostałam obrożę Tropusia i się rozbeczałam jak nigdy. Rzuciłam czapką, kopałam buty. To tak bardzi bolało i cały czas boli. Pózniej nagle w jednej sekundzie znienawidziłem siebie.

Poczułam do siebie ogromną nienawiść, przezywałam siebie od suki, szmaty... Biłam się, policzkowałam. Mówiłam sobie, że powinnam umrzeć, że jestem porażką. Wszystko nie miało dla mnie sensu; po co ćwiczę - i tak jestem ohydna i nikomu się nie przydam. Po co jem, czemu się nie zagłodziłam, czemu nie umarłam na anoreksję?!

Jestem nieszczęśliwa! Żyję pod reżimem samej siebie, sama w sobie cały czas dostrzegam zaburzenia. Jestem nienormalna... A najgorsze jest to, że nie jestem wolna. Robię wszystko pod seoją sylwetkę, dlaczego to ten pueprzony wygląd tak wiele dla mnie znaczy? Dlaczego tak bardzo się boję zrobić sobie dnia bez ćwiczeń lub bez "diety", bo mam wrażenie, że będę wyglądać jak skończone gówno?!

Błagam, niech to się wreszcie skończy...
  • awatar Bitter Baby: @Catherine Veronique ♛: Masz rację, dziękuję
  • awatar Catherine Veronique ♛: Wszystko przez te poje*ane czasy. Gdyby tak barrdzo na naciskały media, ludzie, wszyscy na wyglad, każdy byłby odrobinę szczęśliwszy, niż jest. Będzie dobrze. Nie katuj się tak, postaraj się nieco zdystansować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czuję, że będzie coraz lepiej. Chociaż wciąż się boję.

Tak więc, na wakacjach nie przytyłam z czego się ogromnie cieszę, ale z drugiej strony żałuję, że nie potrafię się do tego zmusić. Odkąd wróciłam do domu tęsknota za moim słoneczkiem się zwiększyła, tak bardzo chciałabym mieć go teraz przy sobie, przytulić i się pobawić... Zamierzam dzisiaj poprosić mamę o jego obrożę. Nie czuję się gotowa, ale na to chyba nie można się przygotować.

Dokładnie za tydzień dostanę nowego szczeniaczka. Muszę się tyle o nich dowiedzieć, aby nie popełnić żadnego błędu.

Tak jak pisałam wcześniej wakacje to była porażka, ale ostatni dzień wspominam chyba najlepiej. Poszłam na karuzelę, na której kochałam jeździć gdy byłam młodsza. Pózniej poszłam z rodziną na gofry. Wcześniej chciałam się wymigać od zjedzenia tego, ale pozwoliłam sobie. Ja. Chociaż głos w mojej głowie krzyczał, że za dużo, przezwyciężyłam. Zjadłam go z nutellą i truskawkami.

Wcześniej myślałam nad zrobieniem sobie kary za tego gofra; tzn. żadnych słodyczy w przyszłym tygodniu itp. Ale to nie ma sensu... Ja chcę w końcu wyzdrowieć.

Jeśli chodzi o nastrój to na pewno byłoby lepiej, gdyby miał być teraz za mną piesek. Ale za tydzień będę miała nowego, którego na pewno pokocham. A o moim pierwszym nie zapomnę nigdy.
  • awatar Millscape: Ten gofr wyjdzie Ci na zdrowie tylko. Ja od miesiąca mam ochotę na taki wypiek, ale starzy nie pozwalają. Zostaję przy lodach :P Co do pieska, to jasne, ze pierwszego nie zapomnisz, ale jak będzie u Ciebie już taka rozbrykana kuleczkA, to od razu poczujesz się lepiej i rozładuje się atmosfera.
  • awatar ` Niezależna od innych <3 .: Zwierzątka potrafią dużo radości wprowadzić w nasze życie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj jest mój ostatni dzień na wakacjach. Nie jestem z siebie dumna. Nie spędziłam ich tak jak chciałam. Nie wypoczęłam. Mam tego dość, mam dość siebie. Kiedy wreszcie dam sobie trochę luzu? Kiedy będę szczęśliwa? Jakoś nie za bardzo sobie w tym pomagam.

Ale dzisiaj przypomniałam sobie co muszę zrobić. Przytyć. Tylko tyle... Aby cieszyć się zdrowiem, mieć okres. Teraz nawet nie czuję, że tego potrzebuję... Wakacje to byłby dobry pretekst do przytycia, a ja wszystko spieprzam.


Mam poczucie, że od śmierci Tropusia wszystko się wali.
  • awatar Catherine Veronique ♛: Na pewno ci się w końcu uda, ale musisz włożyć w to całe serce i tego naprawdę bardzo mocno chcieć :) Ja mam wakacje od 2 tygodni i póki co rewelacji nie ma.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ale jestem głupia! Nie wiedziałam wcześniej, że aż tak dużo kalorii zjadłam na śniadanie! Co ja sobie myślałam?! Bajeczki, że chcę przytyć? NIE! Muszę to jakoś spalić cholera jasna! Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. Już zawsze będę kontrolować jedzenie. Staram się nie liczyć kalorii, No ale błagam...

Niech mnie ktoś z tego wyciągnie, proszę. Ja muszę przytyć, ja chcę żyć, mieć duże piersi i nie martwić się ciagle: cukier, tłuszcz, białko. Te wakacje to będzie jakaś porażka.
  • awatar Millscape: Każdy człowie, bez problemów zdrowotnych może jeść 2000 kcal i nie martwić się o przytycie, więc nawet zjedzenie 800 kcal na śniadanie, to nie jest tragedia. Bez śniadania, to potem ciągle jest się głodnym i złym. Dobrze, że chcesz żyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Aktualnie jestem nad morzem. Dosłownie kilka metrów przed. Patrzę na to wszystko, ale nie cieszy mnie tak jak kiedyś. Z pośpiechu dzisiaj zapomniałam wziąć leków przeciwdepresyjnych. I choroba troszkę daje o sobie znać.

Martwię się, czy pobyt nad morzem nie odbije się na mojej figurze. Ale chcę mieć to w dupie, nie będę się zmazać w te dni do ćwiczeń. Cholera jasna, kobieto! Jeśli zjesz kukurydzę nie pójdzie ci ona w brzuch. Brak ćwiczeń w ciągu 4 dni nie sprawi, że ci się mięśnie rozwalą! Chciałabym mieć to wszystko w dupie. Cały czas mam wrażenie, że ludzie się na mnie gapią i na mój brzuch. A gdzieś na końcu swojego umysłu wiem, że pewnie nawet na mnie nie patrzą, a jak już to myślą sobie "ale patyk".
 

 
Jestem taka słaba. Poddaję się wszystkiemu. Chcę, ale nie potrafię walczyć. Agrr.. CO MI TAK ZNISZCZYŁO PSYCHIKĘ?! Ja siebie o to nie prosiłam.

W każdym razie mam nadzieję, że przełamie swój strach przed zjedzeniem większej ilości słodyczy niż sobie zaplanowałam. Chciałam to zrobić, ale wyrzuty sumienia by mnie zabiły. I jak tu żyć...

Najgorsza jest jednak tęsknota za pieskiem. Dzisiaj też miałam jakiś chory sen. W poniedziałek mam jechać na wakacje, a jutro na zakupy. Jął coś upoluję to może wstawię zdjęcie.
http://b1.pinger.pl/a3c199367b4f46393c003b83ebc5a0cf/IMG_3039.png
 

 
Doszłam do wniosku, że nic w moim życiu nie ma sensu. Jestem przegrywem, jeśli chodzi o psychikę, zmarł mi piesek, którego kochałam najmocniej na świecie. Mój ojciec to tyran, psychopata. Nie ma serca, jest taki niedelikatny mówiąc o WSZYSTKIM, że szkoda gadać. Nie mam przyjaciół, mieszkam na zadupiu. Jestem przez siebie zmuszana do ćwiczeń - nawet jeśli po prostu mi się nie chce i nie mam ochoty. Nie potrafię tak żyć... Nie tak chciałam żyć.

U babci wszystko jest inaczej. Jestem szczęśliwa. Czuję się wolna. Muszę chyba tam wrócić. Poza tym dzisiejszej nocy śnił mi się Tropuś. Mogłabym śnić, że on żyje cały czas. Mogłabym przez całe życie spać, jeśli w tych snach byłby bezpieczny przy mnie.
 

 

Ze mną jest trochę lepiej jeśli chodzi o śmierć Tropusia. Nigdy tego nie zaakceptuję, ale muszę się nauczyć z tym bólem żyć. Przez jego odejście waga dała o sobie znać. Dziś pokazała 44,8 kg. Eh... Schudłam i tyle. Ale naprawdę, nie chodzę głodna. Czasami nie mam w ogóle apetytu i jem z mądrości.

Ciężko jest się przełamać i to bardzo. Nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Wiem, że nie jestem z taką wagą "ładna". Ale to jest o wiele cięższe. Mama miała mnie umówić na wizytę do pani psychiatry. Super, będę się leczyć u 2 jednocześnie. Pani od anoreksji, pan od depresji.

Byłam już taka szczęśliwa... A tu mojemu maleństwu taka krzywda się stała. Bardzo tęsknię. Kocham i tęsknię. Wiem, że dam radę jakoś to cierpienie wytrzymać. Ale nawet dzisiaj w nocy kilka razy się zbudziłem i jedyne o czym pomyślałam to mój kochany piesek... Znowu wstaję wcześnie. Hej, Depresjo widzę że dajesz po sobie znaki.
  • awatar dystymia: Ile masz wzrostu?
  • awatar Gość: Trzymaj się, Słoneczko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Los ma niezłe poczucie humoru. Przedwczoraj zmarła moje kruszynka, a dzisiaj moja mama ma urodziny. Tak więc, wszystkiego najlepszego.

Ten dzień nie będzie tak wesoły jakby moja mama chciała, ale postaram się uśmiechać. Dzisiaj będzie to łatwiejsze, bo jest ze mną lepiej. Chociaż i tak czuję okropną pustkę... Tęsknię bardzo.

Pogoda od rana nie sprzyja, cały dzień paca deszcz. Grr... NIE TAKIE WAKACJE CHCIAŁAM!!!

Na stole dzisiaj będzie parę słodkości, bo organizujemy przynęcie niespodziankę z rodzeństwem i babcią. Mama pewnie będzie chciała, abym coś zjadła. Zrobię to, ale wiem że do końca tygodnia nie zjem w 80% nic niezdrowego. A powinnam. Przez chorobę Tropusia spadła i moja waga. Nie potrafię siebie zmusić do przytycia, to takie ciężkie. Ale muszę to pokonać, to tylko choroba. Między innymi to głód zniszczył moją kochaną psinkę, ale JA mu się nie dam. Wiem, że jeśli pomyślę o tym w ten sposób; "dla Tropusia" to mi się uda.
  • awatar Gość: Nie odchodź, nie poddawaj się, zostań, kochaj...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej Tropusiu... Moje słoneczko, moje kochanie. Tak bardzo cię kocham. Wczoraj opuściłeś mnie po tym jak już zasnęłam, czuję że zrobiłeś to specjalnie, abym nie widziała. Byłeś ze mną trochę ponad dwa tygodnie, ale zaprzyjaźnilismy się bardzo. To na mnie, jako pierwszą osobę pomerdałeś ogonkiem i dla mnie zrobiłeś to po raz ostatni.

Mój mały piesek... Zawsze nim będziesz. Pisząc to płaczę jak nigdy, ten dzień to najgorszy dzień mojego życia. Tak bardzo za Tobą tęsknię, chciałabym Cię teraz przytulić, pogłaskać. Dlaczego mnie zostawiłeś? Chociaż wiem, że to nie twoja wina. Słoneczko, przez ostatnie dni musiałam patrzeć jak cierpisz. To był najgorszy widok jakiego doświadczyłam. Twój ciężki oddech, błędny wzrok. Może teraz jest Tobie lepiej. Może patrzysz na mnie tak jak wtedy i też tęsknisz. Może się kiedyś spotkamy. Czuję Ciebie, twoją opiekę i troskę o mnie. Chcesz mnie chronić tam, z góry? Tak jak ja chroniona Ciebie? Robiłam wszystko, co mogłam, moja mama robiła co mogła i Pani weterynarz też. Jesteś jedną z najlepszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkały. Pamietam nasze zabawy, chodziłam z tobą na spacery nawet jak mi się nie chciało. Robiłam wszystko, abyś miał jak najlepiej i abyś czuł się tutaj bezpiecznie. Jednak nie udało mi się Ciebie uchronić od tego choróbska. Bardzo tęsknię i kocham Cię. Pamiętaj o tym zawsze.

Twoja A.
 

 
Najgorsza jest ta bezradność. Robisz wszystko, co w twojej mocy: płaczesz, prosisz, modlisz się. Ale widzisz, że jakbyś nie miała mało problemów ktoś kogo kochasz wygląda jak roślinka i... Nie potrafię tego napisac, jestem cała zapłakana, zrobiłabym wszystko, aby to się nie stało.
 

 
Cześć. W tej chwili zastanawiam się, dlaczego jeszcze tam nie jestem. Za każdym razem, gdy ktoś mi mówi o tym, że jestem chora na umyśle mam ochotę potwierdzić jego zdanie. Ale boję się komuś o tym powiedzieć.

Lubię ludzi, ale tylko niektórych. Czasami mam wrażenie, że powinnam się od wszystkich odizolować, bo wszyscy są głupi.

Każdy żyje, pracuje, płaci podatki nawet jeśli nie ma na to ochoty. MUSI, bo inaczej go zamkną. Przecież to nie ma sensu, dlaczego nie możemy sami o sobie decydować jak inne drapieżniki. A może ja nie mam na to wszystko ochoty.


Tak więc cześć, mam 15 lat, jestem płci żeńskiej. Osobą, która rozumie mnie najbardziej a ja ją to mój pies, który leży teraz śmiertelnie chory.

Jeśli nie wliczać w to psa, to mój psychiatra. Leczę się obecnie na anoreksję i depresję. I z powodu tego pierwszego powinnam być w psychiatryku, bo z moją wagą to raczej nakazane.

Założyłam tego bloga, aby ktoś popatrzył na świat z mojego punktu widzenia.
  • awatar dystymia: Nie chciałabyś żyć w świecie, w którym obowiązują zasady drapieżników. Już dawno leżałabyś martwa wśród krzaków. Bez podatków nie miałabyś możliwości nauki, bo szkoły są właśnie z tego budowane łącznie z całym wyposażeniem. A praca może być przyjemnością, po prostu ludzie przyjęli tezę, że musi być ona nieprzyjemna i trzeba robić to, czym niespecjalnie się interesujemy, bo inaczej to nie jest praca tylko rozrywka. Pamiętaj: człowiek jest mądry, ale ludzie są głupi. Dlatego każdemu należy dać szansę ♡ Trzymaj się słoneczko i witaj na Pingerze. Mam nadzieję, że dzielnie walczysz ze swoją chorobą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›